Parisian girl

Pamiętacie post, w którym pisałam, że zimowe rzeczy kupuje latem i odwrotnie? Tak było również tym razem z czarna sukienką tubą za kolano. Przeleżała w szafie kilka miesięcy i sprawdziła się idealnie w Paryżu. Po pierwsze dlatego, że zajęła mało miejsca w walizce, po drugie była świetną bazą do kombinowania. Dobrałam do niej kabaretki, które nadal pozostają w trendach. Dopiero koło Moulin Rouge kiedy szliśmy ulicą pełną sex shopów zorientowałam się jak delikatnie wpasowałam się w klimat miejsca. Kolejnym elementem, który zwracał uwagę były buty. Jedna z kobiet, które mnie mijały, rzuciła nawet uwagą „wow, crazy shoes”. Dla mnie nie są one szalone, a raczej najwygodniejsze botki na obcasie, jakie miałam. Długo szukałam takich do 7 cm, które będę zgrabne i pozwalające na całodniowe chodzenie. I mam! 
Granatowa marynarka w lekko militarnym stylu nie posiada żadnej zaskakującej historii, ale zdecydowanie brakowało mi takiej. A czego mojej szafie nie brakuje... zabieram Was na wycieczkę po Paryżu!










Pierwsze zdjęcia wykonaliśmy na Pont Neuf i jest to najstarszy most w Paryżu. Przegonił nas stamtąd mały deszczyk i ruszyliśmy dalej. Kiedy doszliśmy do pałacu i ogrodu Luksemburskiego, wiedziałam, że to nie koniec zdjęć. Paryż jesienią wygląda przepięknie!




(shoes - renee, fishnet tights - nn, dress - stradivarius, jacket - zara, bag, watch - micheal kors, hat - mohito)

2 komentarze:

  1. Z klasą, podoba mi sie! I uwielbiam buty z Renee :)

    Pozdrawiam, Kasia
    http://kasiadrusewicz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za każdą opinię. Na blogu nie toleruję chamstwa, wulgaryzmów i spamowania. Wszelkie takie wypowiedzi będą usuwane.